Spersonalizowane centrum pomocy dostępne
jest dla zalogowanych użytkowników.
Jeśli masz juz konto na Podajdalej.pl zaloguj się.
Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się,
a otrzymasz dostęp do wszystkich funcji jakie udostępnia portal!
Przejrzyj prośby z wielu różnych dziedzin, w których
inni potrzebują pomocy.
Twoja wiedza pomoże innym ludziom szybko
rozwiązać ich problemy!
Powód zgłoszenia:
praca na polski temat kary,kary cielesne .....
witam wszystkich!!! mam prosbe do osob typu zenskim nie zaleznosci od wieku najlepiej mamy wychowyjace dzieci ale takze i nastolatki i dzieci.... chcialabym zadac kilka pytan na temat wychowania,najbardziej interesuje mnie wychowania dosc surowe.... czyli wychowywania z pasem bardzo prosze o szybka pomoc moje gg 11829456 prosze sie nie wstydzic i nie bac pisac ze mna praca jest anonimowa pozdrawiam Karina
- Wątek otwarty
Rzecz jasna nie popieram bicia pasem, sznurami wszelkiej maści, linijkami, czy Bóg wie czym, ani katowania maluchów. Ale może faktycznie jeden klaps na przestrogę nie zaszkodzi.
Pozdrawiam
moim zdaniem bicie nie ma sensu. zauwazmy:
1. cale wieki dzieci byly bite, ale i tak wychowywaly sie na ulicach, sami ze soba, klapsy puszczajac w niepamiec, bo o wiele bolesniejsze rzeczy dzieja sie w jarach, na drzewach itd.
2. Czesto gesto, nawet u najmlodszych, bicie wywoluje sprzeciw - dlaczego mialbym sklaniac dziecko do twierdzenia, ze klamstwo ratuje skore? na kogo on wyrosnie? na migajacego sie od odpowiedzialnosci, niezdolnego do podejmowania szybko (o ile wcale) decyzji idiote?
3. Dzieci w kazdym wieku o wiele wiecej lapia od rowiesnikow niz od rodziny. Wzorzec w domu, poparty systemem kar i tak nie bedzie tak silny jak wzor-rowiesnik; ewolucja dala nam zwoje we lbach, ktore dobrze pamietaja, ze spolecznosc bedziemy tworzyc z urodzonymi circa about wtedy co my; czemu zatem mielibysmy kopiowac cokolwiek od tych, ktorzy nim odejda, zdaza nam sie uprzykrzyc? starczym okiem widzi sie bardzo malo wad we wlasnym mysleniu a starcze ucho niczego bardziej nie znosi niz wytkniecia tych wad - i to wlasnie za to tak naprawde swe dzieci karzemy. Spotykam ludzi, ktorzy uwazaja ze dziecko jesli cos przeskrobie, predzej czy pozniej spotka sie z konsekwencjami - i tak jak nie pomagali im broic, nie pomagaja im tych konsekwencji przelknac. ich dzieci wychodza na ludzi odpowiedzialnych i konsekwentnych.
Zależność - wina a kara.
Dziecko wzrastające bez świadomości nieprzekraczalności określonych barier nie zrozumie pojęcia winy a tym samym nie pojmie elementu kary jako formy sprawiedliwego osądu.
Oczywiście, zanim zaistnieje w takim małym dziecku zdolność pojmowania złożonych pojęć etyczno-moralnych musi upłynąć jakiś czas i proces wychowawczy musi być tym samym w owym czasie znacznie uproszczony. Jednakże należy dbać aby wykształcać nawet w tak małym człowieku odpowiednie wzorce zachowań. Tu mogą występować właśnie formy tresury typu skarcenie klapsem, jako wyrazem negacji na tyle dobitnym że nie pozostawiającym najmniejszych wątpliwości co do intencji rodzica.
Nie do końca zgadzam się z rygorystycznym podejściem wychowawczym ale są pewne elementy jakie do mnie przemawiają. Dla przykładu - fragment książki Roberta Heinleina :
— Zdefiniuj pojęcie „młodociany przestępca” — zażądał pan Dubois.
— No... To jeden z dzieciaków, które napadały na ludzi.
— Diąu.
— Jak to? Przecież w książce jest napisane, że...
— Wybacz mi, masz rację: w książce istotnie jest tak napisane, ale gdyby autor napisał, że ogon psa jest jego piątą łapą, chyba nie wierzyłbyś mu na słowo, praw¬da? W określeniu „młodociany przestępca” kryje się sprzeczność, definiująca pro¬blem i jednocześnie wyjaśniająca, dlaczego nie udało się go wówczas rozwiązać. Czy miałeś kiedyś pieska?
— Tak, proszę pana.
— Zapewne starałeś się go nauczyć, żeby załatwiał potrzeby fizjologiczne na dworzu?
— Tak, proszę pana. Jak tylko trochę podrósł.
Na to jednak trzeba było czekać tak długo, że matka kategorycznie sprzeciwiła się obecności psów w domu.
— Ach, tak. Czy gniewałeś się na niego, kiedy zdarzyło mu się pomylić?
— No, nie... Przecież to tylko szczeniak.
— I co wtedy robiłeś?
— Mówiłem mu, że niedobrze zrobił, wtykałem mu nos w kałużę i dawałem klapsa.
— Myślisz, że rozumiał, co do niego mówisz?
— Oczywiście, że nie, ale na pewno wiedział, że się na niego gniewam!
— Przed chwilą powiedziałeś, że się nie gniewałeś.
Pan Dubois miał doprowadzający do szału zwyczaj robienia nas w balona.
— Zgadza się. Chodziło o to, żeby on myślał, że się na niego gniewam. Prze¬cież musiał się nauczyć, prawda?
— Prawda. Skoro jednak dałeś mu już do zrozumienia, że jesteś niezadowo¬lony z jego postępowania, jak mogłeś być tak okrutny, by karać go cieleśnie? Przecież sam mówisz, że biedny zwierzak nie miał pojęcia, iż zrobił coś nie tak,
67
jak należy. Mimo to zadałeś mu ból. Wyjaśnij swoje postępowanie. A może jesteś sadystą?
Wtedy nie wiedziałem jeszcze, kto to jest sadysta, ale za to wiedziałem, jak należy postępować ze szczeniakami.
— Panie Dubois, tak po prostu trzeba robić! Nakrzyczeć na niego, żeby wie¬dział, że źle zrobił, wetknąć mu nos w kałużę, żeby wiedział, co zrobił, i dać klapsa, żeby zapamiętał, że nie wolno tego robić. Jeżeli nie ukarze go pan od ra¬zu, potem nie ma to żadnego sensu, bo nic z tego nie zrozumie. Jedna lekcja na pewno nie wystarczy, więc trzeba je powtarzać, za każdym razem zwiększając karę. Samo łajanie niewiele by dało. Założę się, że pan nigdy nie wychowywał szczeniaka.
— Wychowałem mnóstwo szczeniąt, a teraz mam jamnika i szkolę go dokład¬nie według twójej metody. Wróćmy jednak do naszych młodocianych przestęp¬ców. .. Najgroźniejsi z nich często bywali młodsi od was, a przestępczą karierę rozpoczynali zaraz po tym, jak nauczyli się chodzić. Czy karcono ich? Oczywi¬ście: policja codziennie aresztowała całe bandy. Czy wtykano im nosy w to, co zrobili? Bardzo rzadko. Prasa i władze nawet nie ujawniali ich nazwisk, gdyż za¬kazywało tego obowiązujące wtedy prawo. Czy dostawali klapsa? Nigdy! Wielu z nich nigdy w życiu nie dostało w skórę, gdyż według popularnego przekonania stosowanie kar cielesnych mogło wywrzeć trwały, niekorzystny wpływ na psychi¬kę dziecka.
(Pomyślałem sobie, że mój ojciec z pewnością nie słyszał o tej teorii.)
— Prawo zabraniało bicia uczniów — ciągnął pan Dubois. — Publiczna chło¬
sta była przewidziana w kodeksie karnym tylko jednej, niewielkiej prowincji, De¬
laware, a i to sięgano po nią niezmiernie rzadko, gdyż była „okrutna i uwłacza¬
jąca godności człowieka”. Mimo że sędzia powinien być pełen dobrych chęci,
kara, jaką wyznacza, musi powodować cierpienie, gdyż w przeciwnym razie nie
jest karą. Ból jest znakomitym mechanizmem obronnym, w jaki wyposażyła nas
ewolucja, ostrzegającym o sytuacjach zagrażających naszej egzystencji. Dlacze¬
go społeczeństwo nie miałoby z niego korzystać? Niestety, w tamtych czasach
bardzo często dawano posłuch najróżniejszym pseudonaukowym bzdurom.
Co się tyczy „uwłaczania godności człowieka”, to kara także musi to czy¬nić, jeżeli ma spełnić swoje zadanie. — Dubois wycelował kikut ręki w któregoś z moich kolegów. — Co by się stało, gdybyś bił psiaka co godzinę?
— Eee... Pewnie by oszalał!
— Całkiem możliwe, a już na pewno niczego byś go w ten sposób nie nauczył. Kiedy po raz ostatni dyrektor waszej szkoły polecił wychłostać ucznia?
— Bo ja wiem? Jakieś dwa lata temu. Ten chłopak...
— Nieważne, co przeskrobał. Ważne, że było to dawno temu. Tak niezwy¬kła i rzadko stosowana kara zmusza do zastanowienia i jednocześnie uczy. Jeżeli chodzi o naszych młodocianych przestępców... Jako małe dzieci z pewnością
68
nie dostali ani jednego klapsa, a później nie byli chłostani za swoje zbrodnie. Za pierwszym razem otrzymywali tylko ustną reprymendę, nawet bez rozprawy są¬dowej. Potem, kiedy zostali schwytani po raz piąty czy szósty, dostawali wyrok więzienia w zawieszeniu. Prawdziwa kara spotykała ich dopiero na n-tym razem, przy czym była to zazwyczaj kara więzienia, którą odsiadywali wraz z podob¬nymi sobie rzezimieszkami, od których uczyli się nowych sposobów popełniania przestępstw. Ci, co mieli dość oleju w głowie, żeby zachowywać się poprawnie podczas odbywania kary, mogli liczyć na przedterminowe zwolnienie.
Czasem ta farsa ciągnęła się całymi latami, podczas gdy nasz delikwent popeł¬niał coraz cięższe i bardziej okrutne zbrodnie, przedzielane kolejnymi odsiadka¬mi. Aż nagle, w dniu swoich osiemnastych urodzin, przestawał być młodocianym przestępcą, stawał się zaś przestępcą dorosłym, by od razu trafić do celi śmierci, gdzie przez kilka tygodni lub miesięcy oczekiwał na wykonanie wyroku. Ty... — Pan Dubois ponownie wskazał na mnie. — Przypuśćmy, że tylko beształeś szcze¬niaka, ale nigdy go nie uderzyłeś, pozwalając, aby wciąż załatwiał się w domu, i tylko od czasu do czasu zamykałeś go w składziku. Szybko jednak go stamtąd wypuszczałeś, przykazując surowo, żeby tym razem lepiej się sprawował. Pew¬nego dnia dostrzegłeś jednak, że to już nie bezradne szczenię, tylko dorosły pies, który wciąż brudzi w domu, więc po prostu wyjąłeś pistolet i zastrzeliłeś go. Co o tym myślisz?
— Że... Że to najgłupszy sposób wychowywania psa, o jakim słyszałem!
— Zgadzam się z tobą. Albo dziecka. Kogo obarczyłbyś winą?
— No... Chyba siebie.
— Ponownie się zgadzam.
— Panie Dubois! — nie wytrzymała jedna z dziewcząt. — Dlaczego oni po¬stępowali w taki sposób? Dlaczego nie karali odpowiednio dzieci, kiedy były jesz¬cze małe, i nie sięgali po pasek, kiedy już podrosły? To znaczy, jeżeli zrobiły coś naprawdę złego. Dlaczego?
— Nie wiem — odparł z ponurą miną. — Nie wiem nic oprócz tego, że pew¬nej pseudonaukowej kategorii ludzi zwących siebie „pracownikami opieki spo¬łecznej” lub „psychologami dziecięcymi” zupełnie nie trafiały do przekonania sprawdzone metody wszczepiania w młode umysły poszanowania prawa i sza¬cunku dla społeczeństwa. Przypuszczalnie uważali, że jest to zbyt proste, ponie¬waż każdy mógł postępować w ten sposób, odwołując się jedynie do cierpliwości i zdecydowania, tak istotnych w procesie wychowywania młodego psa. Czasem zastanawiam się, czy podświadomie wręcz nie dążyli do stworzenia jak najwięk¬szego bałaganu, ale wydaje mi się to mało prawdopodobne; w swoim postępowa¬niu dorośli niemal zawsze kierują się jakimiś „racjami nadrzędnymi”, często nie mającymi nic wspólnego z ich uczynkami.
— Na litość boską! — wykrzyknęła dziewczyna. — Nie powiem, żebym lu¬biła dostawać lanie, ale kiedy sobie na nie zasłużyłam, nigdy mnie nie minęło.
69
Raz dostałam w skórę wtedy, kiedy mama dowiedziała się, że w szkole zostałam ukarana chłostą, ale to było okropnie dawno temu; najadłam się takiego wsty¬du, że ani mi się śni przeżywać tego jeszcze raz. Zresztą jeśli ktoś zachowuje się poprawnie, takie rzeczy po prostu mu się nie zdarzają. Naprawdę nie widzę w na¬szym systemie niczego niewłaściwego — przynajmniej nikt nie boi się wychodzić po zmroku na ulicę.
— Całkowicie się z tobą zgadzam, młoda damo. Korzenie tragicznego błędu, jaki popełnili ci żywiący jak najlepsze intencje ludzie, sięgają znacznie głębiej: oni nie wypracowali żadnej naukowej teorii moralności. To znaczy, mieli swoją teorię i starali się do niej stosować, ale ta teoria była błędna. W połowie stanowi¬ła zbiór pobożnych życzeń, a w połowie szarlatańskich pomysłów powleczonych cienką warstewką racjonalności. Im bardziej się starali, tym gorzej im wszyst¬ko wychodziło. Najgorsze ze wszystkiego było to, iż uwierzyli, że człowiek ma instynktowne poczucie moralności.
— Proszę pana... Wydaje mi się, że wszyscy je mamy.
— Nieprawda, moja droga: mamy starannie ukształtowane i wyćwiczone su¬mienie. Człowiek nie posiada instynktownego poczucia moralności, nie rodzi się z nim, podobnie jak nie rodzi się z nim szczenię. Wszystkiego musimy się uczyć poprzez zbieranie doświadczeń i ciężką umysłową pracę. Ci nieszczęśni młodo¬ciani przestępcy po prostu nie mieli szansy, żeby wykształcić w sobie coś takie¬go jak poczucie moralności. Zresztą co to właściwie jest? Jedna z manifestacji instynktu przetrwania. Instynkt przetrwania jest na stałe wszczepiony w osobo¬wość człowieka i z niego właśnie wywodzą się wszystkie jej cechy. To, co mu się sprzeciwia, prędzej czy później doprowadzi do wyeliminowania danego osobni¬ka, dzięki czemu niepożądana cecha nie pojawia się w następnych pokoleniach. Prawdziwości tego twierdzenia można dowieść w sposób matematyczny, wszę¬dzie i o każdej porze. Jest to jedyny, wieczny imperatyw, odciskający swoje pięto na wszystkim, co robimy.
Jednak na glebie instynktu przetrwania można wyhodować motywacje znacz¬nie bardziej subtelne i złożone niż brutalne, ślepe dążenie jednostki do utrzymania się przy życiu. Młoda damo, to, co nazywasz „instynktownym poczuciem moral¬ności”, zostało ci wpojone przez rodziców, którzy w swoich działaniach wycho¬wawczych respektowali zasadę, iż przeżycie, jako takie, miewa znacznie szer¬sze znaczenie niż przedłużenie egzystencji jednostki — w grę może na przykład wchodzić przeżycie rodziny, dzieci, jeśli je masz, albo narodu, jeżeli będziemy mieli ochotę wspiąć się na sam szczyt skali. Naukowa teoria moralności musi być zakotwiczona w jednostkowym instynkcie przetrwania, opisując w rzetelny i prawdziwy sposób motywacje, z jakimi mamy do czynienia na każdym z jego licznych poziomów.
Teraz dysponujemy już teorią, dzięki której jesteśmy w stanie rozwiązać każ¬dy problem na dowolnym poziomie. Miłość własna, troska o rodzinę, obowiązki
70
wobec ojczyzny, odpowiedzialność za losy ludzkości... Obecnie opracowujemy zasady etyki, które będą regulować nasze stosunki z innymi rasami. Wszystkie moralne problemy da się zilustrować jednym, trochę zmodyfikowanym cytatem: „Żaden człowiek nie okaże większej miłości niż kotka broniąca swoich dzieci”. Kiedy zrozumiecie, czym w swoim postępowaniu kieruje się ta kotka, będziecie gotowi zająć się własnymi sprawami, a przy okazji przekonać się, jak wysoko potraficie się wspiąć po drabinie moralności.
Tamci młodzi przestępcy pozostali na jednym z najniższych szczebli. Uro¬dziwszy się z instynktem przetrwania, zdołali zaledwie wyrobić w sobie poczu¬cie lojalności wobec grupy rówieśników tworzących uliczną bandę. Poprawiacze dusz ludzkich odwoływali się do ich „lepszej natury”, starali się do nich „do¬trzeć" i „wykorzystać tlącą się iskierkę moralności, aby rozpalić potężny pło¬mień". Bzdura! Ci młodzieńcy nie mieli żadnej „lepszej natury”, doświadczenie nauczyło ich, że trzeba robić wszystko, żeby przetrwać. Szczeniak nigdy nie do¬stał klapsa, w związku z czym wszystko, co robił, sprawiało mu przyjemność.
Podstawą każdej moralności jest poczucie obowiązku, które dla grupy ma ta¬kie samo znaczenie co korzyść własna dla jednostki. Tym dzieciakom nikt nie starał się wpoić poczucia obowiązku w taki sposób, żeby to zrozumieli — czyli za pomocą klapsów — a jednocześnie społeczeństwo, w którym żyli, bez przerwy trąbiło im o ich „prawach”.
Rezultat powinien być łatwy do przewidzenia, jako że człowiek nie ma żad¬nych praw wynikających automatycznie z faktu, że się urodził.
Pan Dubois umilkł na chwilę i natychmiast jeden z uczniów chwycił przynętę.
— Proszę pana, a co z „życiem, wolnością i dążeniem do szczęścia”?
— Ach, tak: „prawa niezbywalne”. Co roku trafia mi się ktoś, kto przytacza fragment tej znakomitej poezji. Zycie? A jakież prawo do życia ma człowiek to¬piący się w Pacyfiku? Ocean nie zlituje się, słysząc jego krzyki. Jakie prawo do życia ma człowiek, który musi zginąć, aby ocalić swoje dzieci? A jeśli zdecyduje się ratować własne życie, czy uważacie, że zrobi to ze względu na jakieś „pra¬wo”? Jeśli dwaj ludzie głodują, a jedyne wyjście z sytuacji stanowi kanibalizm, prawo którego z nich należy uznać za niezbywalne? I czy to w ogóle jest prawo? Jeżeli chodzi o wolność, to bohaterowie, którzy złożyli podpisy na tym wspa¬niałym dokumencie, zobowiązali się zapłacić za wolność życiem. Trzeba za nią płacić bez przerwy krwią patriotów, gdyż w przeciwnym razie po prostu zniknie. Spośród wszystkich tak zwanych „praw naturalnych”, jakie kiedykolwiek wymy¬ślono, prawo do wolności jest bezwzględnie najbardziej kosztowne.
A trzecie „prawo” — dążenie do szczęścia? Istotnie, można je uznać za nie¬zbywalne, choć z pewnością nie jest żadnym prawem, a jedynie powszechnym stanem świadomości, którego tyrani nie są w stanie odebrać, a patrioci zdobyć. Wrzućcie mnie do lochu, spalcie na stosie albo uczyńcie królem, a ja wciąż bę-
71
dę dążył do szczęścia, choć ani bogowie, ani święci, ani mędrcy lub najbardziej wyrafinowane narkotyki nie zagwarantują mi, że kiedykolwiek je osiągnę.
Pan Dubois odwrócił się w moją stronę.
— Powiedziałem ci, że pojęcie „młodociany przestępca” jest wewnętrznie sprzeczne. „Przestępca” może oznaczać także „tego, który odstąpił od wykonania swoich obowiązków”, a przecież obowiązkowość stanowi cechę ludzi dorosłych. Młodzieniec staje się mężczyzną dopiero wówczas, kiedy zaczyna rozumieć, co to jest poczucie obowiązku i uznaje jego pierwszeństwo przed dążeniem do za¬spokojenia własnych interesów, z którym przyszedł na świat. Nigdy nie było i nie będzie kogoś takiego jak „młodociany przestępca”, ale na każdego, kto mógłby nim być, przypada jeden lub więcej dorosłych, co albo nie wiedzą, na czym pole¬gają ich obowiązki, albo nie są w stanie ich wykonywać.
To właśnie jest ów wrzód, który rozrastał się, by wreszcie zniszczyć kultu¬rę pod wieloma względami z pewnością godną podziwu. Młodzi niegodziwcy buszujący po ulicach stanowili tylko jeden z objawów znacznie bardziej groź¬nej choroby: wszyscy obywatele z bałwochwalczym uwielbieniem wpatrywali się w panteon swoich „praw”, zaniedbując obowiązki. W takich warunkach nie zdo¬łałby przetrwać żaden naród.
jednakże stosuję przede wszystkim kary typu siedzenie na poduszce dla młodszego, a dla starszego - 7 lat - karę np siedzenie na krześle z dal od zabawek
w trakcie wykonywania kary, nie można zejść, bo kara jest liczona od początku, nie można brać żadnych rzeczy,zabawek, jedzenia, picia...
aby coś dostać, dziecko musi być spokojne, ładnie wyraźnie poprosić co chce - "bo mama nie rozumie, co dziecko wykrzykuje w złości", a zwłaszcza dziecko może zejść dopiero jak mama pozwoli - i mówi -" możesz zejść"
nastepnie przytulić, pocałować.
nie roumiem rodziców, którzy boja się reakcji własnych dzieci, w przypadku odmowy wykonania polecenia dziecka - to rodzice polecają dziecku, co ma robić, a nie odwrotnie.
należy również dziecku pozwolić, nakazać wykonywanie pewnych obowiązków - słanie łożka, pranie własnej bielizny, sprzątanie zabawek itd...
Tak jak w pytaniu. Zrobiłam zadanie z fizyki. Podstawiłam pod wzór notacje, ale teraz nie potrafię ich obliczyć! Muszę to robić? Słyszałam, że w fizyce nie trzeba z notacji dokładnie wyliczać.
Witam. Mam małe pytanie. Które reagenty w równaniu chemicznym są organiczne? chodzi mi o przykłady. Czy np. potas albo woda są reagentami organicznymi?
WitamLekko głupie pytanie ale szkołę kończyłem dawno a nie mogę se przypomnieć co oznacza ten zaznaczony symbol.Tekst pochodzi z książki z chemii.
Otrzymałem 152 pomocy
muszę zrobić do szkoły model polichlorku winylu morze ktoś przesłać zdjęcie jak wygląda takowy związek chemiczny chodzi o budowę i wiązania proszę o pomoc z góry dziękuje.ps. SPRAWDZAŁEM W GOOGLACH I TO CO JEST TAM ZAMIESZCZONE- toja tego nie ogarniam (mogą być linki)
Tytuł mojego referatu crzmi: "Zastosowanie tworzyw sztucznych otrzymanych w wyniku polimeryzacji (opisać 5 polimerów)" Wszystkim dzięki za pomoc, pozdrawiam.
Otrzymałem 2 pomocy
Ile zapłacimy za energie elektryczną w ciągu miesiąca ( 30 dni) używając elektrycznego czajnika?Jeśli czajnik ma moc 2000 watów, używamy go przez 15 min/dzień, jedna kilowatogodzina kosztuje 38 gr.
- Aktualności |
- Regulamin |
- Polityka prywatności |
- Dla Mediów |
- Pomoc |
- Kontakt |
- Mapa strony |
- Widżety
FUNDUSZE EUROPEJSKIE - DLA ROZWOJU INNOWACYJNEJ GOSPODARKI
